Jan Piekło, Krajobraz po wojnie (II) - Zagrzeb.
 Jan Piekło |
|
Franjo Tudjman zapragnął raz na zawsze rozwiązać problemy Chorwacji z historią. Jego pomysł był naprawdę prosty - należało tylko zmieszać prochy ofiar chorwackiego faszyzmu zamordowanych w obozie koncentracyjnym w Jasenovcu z kośćmi ich oprawców - chorwackich ustaszy, którzy zginęli z rąk jugosłowiańskich partyzantów. Wyobrażał sobie zapewne wielką narodową uroczystość, czuł zapach kadzidła i słyszał patetyczne śpiewy chórów, a wiatr historii miał dodawać mu skrzydeł. Wydawany w Splicie niezależny tygodnik "chorwackich anarchistów, protestantów i heretyków" - "Feral Tribune" - nie zrozumiał jednak prostej idei prezydenta i wyszydził ją na swoich łamach. Władza zaskarżyła redakcję; w pierwszej instancji "Feral" wygrała. Władza odwołała się od wyroku do instancji wyżej. Zgodnie z przyjętym przez zdominowany przez rządzącą HDZ parlament prawem o specjalnej ochronie prezydenta i 4 innych najwyższych urzędników państwowych redaktorzy tygodnika powinni zostać ukarani za swój wybryk.
Czas dinozaurów
Pozycja Tudjmana jest w Chorwacji nie do zakwestionowania. Prezydenckie wybory wygrał bez trudu. Z kolorowych, ogromnych plakatów wszędzie patrzyła jego twarz; w tle powiewała flaga z chorwacką szachownicą. W świadomości obywateli jest ojcem chorwackiej niepodległości i autorem zakończonej błyskawicznym militarnym sukcesem operacji zajęcia Krajiny, operacji, która wreszcie upokorzyła znienawidzonych agresorów - Serbów. Przed świętem niepodległości "Feral Tribune" opublikowało karykaturę prezydenta w jego białej, haftowanej złotą nitką generalskiej czapce; głowa Tudjmana wyrastała z tułowia dinozaura. W tej części świata zdawałoby się już wymarłe idee, jak w "Jurassic Park" przedpotopowe gady, ożywają na nowo.
Młode chorwackie państwo, jak niemowlę grzechotką, wciąż bawi się patriotycznymi rekwizytami i nacjonalistycznymi symbolami, nie mogąc się nacieszyć tym, co było w dawnej, titowskiej Jugosławii zakazane. Nawiązuje do jedynej tradycji (inne historyczne odniesienia trudno w Chorwacji znaleźć) - faszystowskiego państwa stworzonego na obszarze Chorwacji i Bośni przez Ante Pavelicia. Godnej oprawy władza szuka w katolickiej obrzędowości. Jak mówi Zrinka Vrabec-Mojzes, redaktor naczelna niezależnego Radia 101 w Zagrzebiu, "przefarbowani komuniści chodzą teraz razem ze starymi faszystami do kościoła". Chorwacja na wojnie wygrała najwięcej; nie obłożona jak Serbia totalnym embargiem miała szansę na rozwinięcie gospodarki - wojna tylko nakręciła koniunkturę. Mając licznych i potężnych zachodnich popleczników nie została również, jak Serbia, wyklęta z rodziny europejskich narodów. Przez czas trwania wojny, właściwie chyba do wybuchu konfliktu chorwacko-muzułmańskiego, miała po swojej stronie sympatię opinii międzynarodowej.
 Stary Zagrzeb |
|
Spacerując po Zagrzebiu odnosi się wrażenie, że ludziom niczego tu nie brakuje. Wystawy sklepowe wyglądają podobnie jak w Paryżu, Warszawie czy Londynie. Można zjeść dobry obiad w meksykańskiej czy włoskiej restauracji, popijając go wybornym chorwackim winem. Można zamówić doskonały "szprycer" w nastrojowej kawiarence "Żabica" na Starówce. Taksówkarze nie próbują oszukiwać, w przeciwieństwie do ich kolegów z postoju na belgradzkim lotnisku. Wałęsając się po uliczkach wśród secesyjnych kamienic czuje się przynależność tego miejsca do kręgu środkowo-habsbursko-europejskiej kultury. Tylko w licznych kioskach nie można kupić zagranicznej prasy, a zrezygnowani ludzie obawiają się odpowiadać na niektóre pytania. W hotelu "Panorama" na ostatnim piętrze (żeby nie przeszkadzać gościom) wegetują uchodĄcy z Bośni. Przed drzwiami stoją dziecięce wózki, a dziadkowie o charakterystycznym, pustym spojrzeniu, które dobrze pamiętam z ośrodka dla uchodĄców w Zenicy czy Splicie, codziennie zasiadają w bezruchu w fotelach w hallu przy wejściu, jakby oczekiwali na dobrą nowinę wiedząc, że ona nigdy nie nadejdzie. Na drzwiach przy hotelowej windzie czyjaś ręka przykleiła klepsydrę informującą o pogrzebie prochów młodzieńca, który mając 28 lat poległ w roku 1992 w walkach w Osijeku (pewnie poszedł na front jako ochotnik, a pracował w tym hotelu). Prochy wielu nie zaznały jeszcze spokoju. Na ulicach widać mężczyzn, którzy lubią nosić mundury.
W konsulacie Bośni i Hercegowiny kłębi się tłum, uchodĄcy wypełniają korytarze, odbierają świeżutkie paszporty z bośniackimi lilijkami na okładce. Ktoś awanturuje się; chce odwiedzić swoją rodzinę w Bośni i brakuje mu jakiegoś papierka. W Zagrzebiu mieszka Ante Marković, ostatni premier dawnej Federacji, prowadzi teraz prywatną firmę. Namawiano go, by wrócił do polityki; nie chciał. Wielu starszych ludzi, podobnie jak znajomy emerytowany profesor Instytutu Immunologii w Zagrzebiu, wciąż tęskni za dawną Jugosławią.
- Wtedy utrzymywaliśmy kontakty naukowe z całym światem - mówi profesor - teraz kisimy się we własnym sosie. Dzisiejszy Zagrzeb to już inne miasto; napływ uchodĄców zmienił jego charakter.
- O co w tym wszystkim chodzi? - kręci siwą głową. - Telewizja podaje prognozę pogody dla Chorwacji i Bośni. A przecież Bośnia to odrębne państwo... W gazetach zaś piszą, że Chorwaci w Bośni wyrzucani są z pracy, a ich miejsca zajmują Muzułmanie...
Wtapiając się w tłum przechodniów na placu Bana Jelaczicia w centrum Zagrzebia zastanawiam się, czym ci ludzie różnią się od tych z ulic Belgradu. Chyba już wiem - wydają się smutniejsi, choć powodów do tego mają mniej niż Serbowie.
Wrogowie Chorwacji
 Stary Zagrzeb |
|
Chorwackie media są mniej zróżnicowane niż serbskie. Partia Tudjmana - HDZ - poczyna sobie bardziej bezceremonialnie niż socjaliści Miloszevicia, który krytykowany i naciskany przez Zachód nauczył się kluczyć i ustępować.
- Politycy starają się skłócić środowisko dziennikarskie - mówi Jagoda Vukuszić, dziennikarka gazety "Novi List", "predsjednica", czyli przewodnicząca liczącego sobie około 2 800 członków Chorwackiego Stowarzyszenia Dziennikarzy - stwarzają konflikty, manipulują. Z ich inicjatywy dziennikarze rządowej telewizji utworzyli nowe Stowarzyszenie Dziennikarzy Chorwackich, a nas nazywa się wrogami Chorwacji.
Dziennikarzom udało się przeforsować swój opracowany przy pomocy zachodnioeuropejskich ekspertów i skrojony na miarę demokratycznego państwa projekt prawa prasowego, który został nawet przyjęty przez parlament. Cóż z tego, kiedy na mocy innej ustawy prawo wzięło pod specjalną opiekę prezydenta Tudjmana i 4 innych najwyższych urzędników państwowych blokując tym samym możliwość ich krytykowania.
Telewizję i radio kontroluje rząd. Lokalne stacje telewizyjne np. w Zagrzebiu, Osijeku, Splicie są prywatne, ale udziałowcy to działacze rządzącej HDZ. Wysokonakładowe gazety uprawiają dziennikarstwo żerujące na sensacji i niskich instynktach czytelnika. Współfinansowany przez Fundację Sorosa ambitnie redagowany nowy niezależny tygodnik "Tjednik" nie może się przebić na rynku. Opowiadający się od początku przeciw wojnie i za budową społeczeństwa obywatelskiego elitarny magazyn "Arkzin" dociera do ciągle tego samego wąskiego kręgu ludzi, których przekonywać do niczego już nie trzeba. Redaktorzy "Feral Tribune" mogliby w ogóle nie wychodzić z gmachu sądu. Swoje media zaczął także budować Kościół. Po długiej, biurokratycznej procedurze rozpoczęła nadawanie stacja katolicka, które ma objąć zasięgiem cały kraj. Dyrektor Radia, szef Stowarzyszenia Dziennikarzy Katolickich i jednocześnie prowincjał zakonu franciszkanów Mirko Matauszić pragnie wychować pokolenie dziennikarzy katolickich. W Chorwacji nie ma wolności słowa, a dziennikarze poddawani są politycznej presji. Jedni, zrezygnowani, akceptują to, aby przeżyć. Inni starają się walczyć.
Kiedy rząd usiłował odebrać częstotliwość Radiu 101, dziennikarzom popularnej zagrzebskiej stacji udało się wyprowadzić na ulice Zagrzebia 100 000 ludzi. Listy i faksy z protestami do władz spływały z całego świata. Władze ugięły się i odnowiły licencję.
- Obawiam się, że prawdziwe problemy dopiero się zaczną - komentuje Zrinka Vrabec-Mojzes, redaktor naczelna stacji, zawsze gotowa przyjąć wyzwanie.
Jest w ósmym miesiącu ciąży i modulując swój wspaniały, radiowy głos opowiada, że w roku 1989 właśnie Radio 101 jako pierwsze nadało wywiad z Franjo Tudjmanem, ówczesnym dysydentem.
Zrinka nie boi się mówić. Krytykuje opozycję, która, podzielona, nie potrafi stworzyć politycznej przeciwwagi dla Tudjmana. Widzi rzeczy prosto - HDZ to oligarchiczna partia składająca się z komunistów i faszystów, których zorganizował Tudjman. Razem sprywatyzowali media, przemysł i banki. Mają pieniądze i kontrolują wszystko... Modlą się teraz razem w kościele, używając religii jako instrumentu. Niektórzy księża, szczególnie na prowincji, dają się władzy wykorzystywać...
- Ludzie nie ufają już politykom - twierdzi Zrinka - chcieliby w nas widzieć siłę polityczną, antidotum na reżim. My zaś jesteśmy tylko dziennikarzami, którzy profesjonalnie wykonują swoje obowiązki... Slobodan Miloszević chytrzej poczyna sobie z mediami w Serbii, zostawia więcej swobody. U nas Tudjman nie popuszcza...
Sasa Miloszević, dyrektor Open Society Institute, agendy Fundacji Sorosa w Zagrzebiu, wspomina z sentymentem sytuację jugosłowiańskich mediów w późnych latach 80.
- To była wielka, zmarnowana szansa - wzdycha, a na ścianie przed jego biurkiem wisi plakat Arkzinu.
Na plakacie ekologicznie wrażliwy ludzik wyrzuca do kosza hitlerowską swastykę razem ze znakiem ustaszy. "Czas oczyścić Chorwację ze śmieci" - głosi plakat.
Wielkie wyzwanie
Tomislav jest młodym, bystrym Chorwatem i pracuje w zagranicznej firmie.
- Czy możliwa jest jakaś forma powtórnego zjednoczenia krajów byłej Jugosławii? - pytam go znienacka.
Tomislav jest bardzo sceptyczny.
- Nie ma mowy o unii, federacji, to nie wchodzi w rachubę - odpowiada - no, możliwe by były jakieś luĄne więzy ekonomiczne, ale trzeba to sprytnie politycznie rozegrać. Swoją drogą Bośnia bez Chorwacji nie da sobie rady. Tymczasem nie ma Bośni, jak i nie ma przestrzegania porozumień z Dayton. Zamiast Bośni są dwa państwa. Co będzie z tym dalej? Co wydarzy się w Kosowie?
Nie wiem - myślę - nikt nie wie.
Vesna Janković, redaktorka "Arkzinu", porusza się po Zagrzebiu na rowerze. Zaparkować go łatwiej niż samochód.
Rozmawiamy; opowiada, że przygotowywany jest protest w sprawie ustawy o specjalnej ochronie prezydenta i 4 innych wysokich urzędników państwowych.
- Obiektywne, oparte na zachodnich standardach dziennikarstwo tu nie wystarcza - mówi - potrzebna jest edukacja społeczna na szeroką skalę...
Czuję, że Vesna ma rację.
Tekst powstał w rezultacie wizyty Williama E. Portera, przewodniczącego międzynarodowej organizacji zrzeszającej ludzi mediów - International Communications Forum - i autora w Belgradzie w ramach projektu ICF, mającego na celu pomoc w integracji środowisk dziennikarskich krajów byłej Jugosławii.
fot. Jan Piekło
powrót