»Wprowadzenie

Próby solidarności




Stefan Wilkanowicz, Szkoła dla Europy.

W Sarajewie, gdzie wszystko jest splątane, niepewne, zagrożone, naznaczone krzywdami i podziałami, gdzie na każdym kroku widać ślady wojny i gdzie nadal wybuchają bomby (ostatnio podłożono je pod trzy kościoły) natrafiłem na oazę nadziei. Nosi ona nazwę "Szkoła dla Europy". Nie jest to jakaś specjalna szkoła, mająca w programie europejskie zagadnienia czy szkoląca polityków, urzędników lub przedsiębiorców. Jest szkołą (a właściwie zespołem szkół: podstawowa, gimnazjum oraz zawodowa dla pielęgniarek) dla zwykłych uczniów i uczennic z Bośni i Hercegowiny, założoną przez katolicką diecezję w Sarajewie. Mimo tej swojej zwykłości szkoła jest jednak modelem dla Europy. Ale zacznijmy od podstawowych informacji.

Uczęszcza do niej 1100 uczniów, w tym 30% muzułmanów, 15% katolików, 7% prawosławnych. Reszta - czyli prawie połowa - nie daje się łatwo zakwalifikować do jakiejś grupy narodowej czy religijnej. Są to i niewierzący, i członkowie sekt (nie ujawniających się), dzieci z małżeństw etnicznie lub religijnie mieszanych albo nie potrafiących określić swej tożsamości, uchodĽcy i cudzoziemcy.

W programie wiele miejsca zajmują języki i informatyka. Nauka angielskiego zaczyna się od pierwszej klasy szkoły podstawowej, francuskiego lub niemieckiego (do wyboru) od piątej. W gimnazjum dochodzą cztery lata nauki łaciny (w szkołach publicznych dwa). Lekcje informatyki (oczywiście bardziej praktyczne) zaczynają się od piątej klasy szkoły podstawowej.

Nauczanie religii jest nieobowiązkowe. Zajęcia z dziećmi katolickimi prowadzi ksiądz, z muzułmańskimi - imam. Dzieci prawosławne są przyłączone do katolickich, ale to nie prozelityzm, tylko względy praktyczne - w całym Sarajewie jest dziś jedynie dwóch prawosławnych duchownych i na regularne uczenie w szkole nie mają czasu. Do tego dochodzi w gimnazjum historia religii (ważniejszych religii światowych) - przez dwa lata - i etyka, także przez dwa. I jedna, i druga obowiązkowa dla wszystkich uczniów.

Łatwo się domyślić, dlaczego taki program opracowano dla sarajewskich dzieci. W mieście jest dużo zniszczonych budynków, ale zniszczenia w ludziach są powszechniejsze i głębsze. Po tym wszystkim, co się tutaj działo, po latach propagandy strachu i nienawiści, walk, tortur i mordów, najważniejsza jest odbudowa człowieka, czyli pogłębienie tożsamości i jednoczesne otwarcie na innych, na świat, obrona przed pluralizmem ksenofobicznym i sekciarskim, przed wojną gett, bez wpadania w pułapkę relatywistycznego zagubienia.

Wydaje się, że tak pomyślany program najbardziej odpowiada potrzebom wychowania młodych Bośniaków. Języki i informatyka są oczywiste - dają otwarcie na świat i nowoczesność, zwiększają szanse na rozwój kraju i po prostu na znalezienie pracy. Religia i etyka pomagają odbudować wrażliwość moralną, oddziaływując w różny sposób - poprzez poznawanie i praktykowanie własnej religii, poprzez poznawanie religii innych oraz przez refleksję etyczną mającą bardziej filozoficzny czy mądrościowy charakter.

W tym momencie natychmiast pojawia się problem: czy religijne postawy fundamentalistyczno-nacjonalistyczne nie są właśnie przyczyną tej wojny i Ľródłem nieszczęść? Wojny w byłej Jugosławii tak bywają postrzegane, choć słuszniej byłoby powiedzieć, że odpowiedzialność ponoszą politycy posługujący się religiami oraz gangi bogacące się na wojnach. Nie ma co jednak ukrywać, że niebezpieczeństwo deformacji postaw religijnych jest realne. W okresie walk musi następować ich radykalizacja i polityzacja, doprowadzająca nieraz do zaprzeczenia ich istocie. Stąd odbudowa człowieka to także odbudowa autentycznego rozumienia i przeżywania religii.

Program tej szkoły ma więc także znaczenie oczyszczające dla samych religii, bowiem muszą tu przyjaĽnie współistnieć - inaczej szkoła w tej postaci się nie utrzyma, straci rację bytu.

Na pewno praca nie jest tu łatwa, to przecież eksperyment wychowawczy realizowany w skrajnie trudnych warunkach. Ale, jak dotąd, udaje się. Szkoła istnieje od trzech lat i nie zanotowano żadnych problemów związanych ze współżyciem dzieci z różnych grup etniczno-religijnych, i to dzieci tak obciążonych wojennymi przeżyciami.

Spójrzmy jednak na sprawę z innej, europejskiej perspektywy. Czy pluralizm nie jest już rzeczywistością w Europie? Czy w wielu szkołach nie mamy porównywalnych proporcji dzieci wierzących (na różne sposoby) i niewierzących? Czy sąsiedzkie współżycie (dobre lub złe) ludzi różnych ras i religii nie jest banalną codziennością w wielu dzielnicach miast? Czy wiemy, jak zapewniać integrację mniejszości bez niszczenia ich korzeni - i jak zapobiegać powszechnemu wykorzenieniu? Jak promować twórczy dialog kultur?

Twórcy "Szkoły dla Europy" zapewne chcieli przez tę nazwę wyrazić swą wolę pełnego uczestnictwa w europejskim życiu, zapewne lękali się izolacji, marginalizacji czy wprost nowych czystek etnicznych. W moich oczach ta nazwa uzyskuje jednak nowe znaczenie - staje się początkiem refleksji nad programami szkolnymi we wszystkich krajach europejskich, nad wychowaniem młodych Europejczyków. Richard von Weizsäcker, były prezydent Niemiec, powiedział kiedyś, że Europa potrzebuje pluralizmu ekumenicznego, czyli bogactwa różnorodności opierającego się na wspólnych wartościach. W Sarajewie niespodziewanie natrafiłem na model wychowania, który zdaje się to właśnie mieć na celu.

Nie możemy więc go zlekceważyć, lecz raczej nawiązać współpracę - z wychowawcami i z uczniami. Już ona zresztą istnieje, z paroma szkołami we Francji i w Niemczech, ale bardzo pożyteczne byłoby jej rozszerzenie i pogłębienie - oczywiście bez przeciążania sarajewskich wychowawców. Ale taka współpraca może i im pomóc - przecież nie mają gotowych, sprawdzonych programów i metod - szukają i eksperymentują. Dlaczego nie razem?

P.S. W nocy 11 paĽdziernika 1997 nieznani sprawcy dokonali zamachu bombowego na szkołę. Ofiar w ludziach nie było, straty materialne są znaczne.

powrót


Partnerzy: Wydawca:
© Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak 2008; e-mail