»Wprowadzenie

Odpowiedzialność za Europę - odpowiedzialność Europy




Federico Mayor, Europa i kultura

W roku 1991 powstał w Lublinie Instytut Europy Środkowo-Wschodniej. W ramach Federacji, którą powołał, Instytut ten szczególną uwagę poświęca historii, prawu, naukom politycznym i humanistycznym oraz sprawom kultury w tej części świata. Uważnie śledziłem działalność Federacji i mogę stwierdzić, że jej poczynania, mimo że koncentrują się na sprawach regionalnych, pozwalają na przerzucenie mostów ku drugiej części kontynentu. Intytut potrafił w sposób szczególny wydobyć i podkreślić to właśnie otwacie ku szerszym horyzontom, pozwalającym ukazać bogactwo i różnorodność kultury europejskiej, a równocześnie jej wspólne walory.

Wszczęcie projektu Eurodialog wpisuje się w tę właśnie perspektywę i stanowi nowy dowód na to, że Europa buduje się również na bazie dwóch komponentów - środkowego i wschodniego. Budowanie to nie będzie długo trwało tylko wtedy, - jestem o tym przekonany - gdy narody obu części kontynentu będą tego chciały i będą to czuły w swoich kulturowych systemach nerwowych. Mogę więc tylko gratulować Instytutowi Europy Środkowo-Wschodniej i Profesorowi Jerzemu Kłoczowskiemu wyborania kultury jako tematu pierwszego numeru Eurodialogu, zagadnienia tak kapitalnego dla przyszłości europejskiej.

Czym jest, w istocie, Europa, jeśli nie zbiorowiskiem ludów podzielających to samo szczególne dziedzictwo, których misją jest sprawiać, aby przynosiło owoce w interesie całego świata? Często krytykowany był "eurocentryzm" obywateli różnych krajów europejskich i ich instytucji, a od pewnego czasu mówi się o niebezpieczeństwie powstania, za pośrednictwem Unii Europejskiej, prawdziwej "fortecy Europa", przestrzeni dobrobytu skierowanej na nią samą. Te przejawy krytyki są o tyle żywotniejsze, że prawie wszędzie na świecie istnieje, jak mogłem stwierdzić w trakcie moich podróży, które odbywam jako Dyrektor Generalny UNESCO oczekiwanie, pragnienie, że Europa spełniać będzie także inną rolę niż tylko gospodarcza. Europa nie powinna więc tworzyć się tylko dla egoistycznego interesu, ale również po to, żeby na takie oczekiwanie dać odpowiedź.

O jaką Europę chodzi? Nie tyle o pierwszą potęgę gospodarczą świata, ile o kontynent wolności, różnorodności, pojednania z "dziedzicznymi wrogami", dialogu, otwarcia na świat i pokoju, kultury pokoju, do budowy którego przyczynia się jej wkład, traktowany powszechnie jako niezbędny i wybitny. Musimy "myśleć Europą", jak nas do tego zaprasza Edgar Morin, nie traktując jej jako model, lecz jako szczególne laboratorium demokracji wielokulturowej, stałego rozwoju i kultury pokoju. Nie zapominajmy - jeżeli w istocie chcemy, żeby Europa realizowała się i trwała - że ostatecznym celem naszego kontynentu, który dziś się buduje, tak powoli i w sposób tak niedoskonały, nie jest potęga gospodarcza ani dobrobyt materialny, ale definitywny odwrót od wojny i dyktatury. To w każdym razie to mieli na myśli jej "ojcowie założyciele". Europa wpisana jest dziś w układ planetarny, który nie jest już zdominowany ani przez nią samą, ani przez antagonizm "bloków", lecz "zglobalizowany". Aby móc pogodzić to, co światowe, i to, co lokalne, aby popierać jej wspólne cele i chronić jej różnorodność, ludzkość potrzebuje Europy, której tradycja kulturalna jest najbardziej rojna, policentryczna i kontestatorska, jest "bulionem kulturowym", w którym ścierają się sprzeczności, dając życie nowym rzeczywistościom. Wobec groźby globalnej uniformizacji, od nas jedynie zależy uświadomienie sobie, że - w opozycji do wszelkiej wizji centralistycznej - obecny rozwój technologiczny w zupełności pozwala na zachowanie odrębności i wielości. Takie jest również przesłanie raportu Komisji ds. Kultury i Rozwoju, której przewodniczącym jest Javier Pérez de Cuéllar, a którego tytuł brzmi Nasza twórcza różnorodność.

U podstaw Europy tkwi więc wspólna kultura Europejczyków, bogata mnogością swoich wcieleń i tożsamości narodowych, lecz także - kładę tu nacisk - regionalnych i lokalnych. Za sprawą ironii historii, najsłynniejsze zdanie przypisywane Jeanowi Monnetowi, którego nigdy nie wypowiedział ani nie napisał ("gdyby można było zacząć od nowa, zacząłbym od kultury") stało się wspólnym punktem obowiązującym podczas wszystkich przemówień na temat cywilizacji europejskiej lub integracji ocenianej jako nadmiernie ekonomiczna. Inny przejaw ironii historii: ta apokryficzna deklaracja czyni obecnie z J. Monneta - którego ogromne zasługi pozostają oczywiście niekwestionowane - pierwszego wizjonera Europy kultury, którym oczywiście nie był, ponieważ odsuwał w cień intelektualistów, wychowawców i polityków wszystkich horyzontów Europy, tych którzy, z odwagą i uporem naprawdę próbowali "zacząć" od kultury. Jestem szczęśliwy mogąc oddać im tu honor.

Kultura, nie będąc w istocie przeszkodą w zjednoczeniu Europy, jest tym, co łączy Europejczyków najgłębiej poprzez różnorodne przejawy tych samych wartości i ich "produktów" artystycznych, literackich, architektonicznych lub technologicznych. Nie chodzi więc dziś o to, by dać Europie wymiar kulturowy, który posiada od wieków, ale o to, by sprawić, żeby Europejczycy mieli świadomość tego wspólnego skarbu, który, aż do obecnych czasów, szkoła przedstawiała im w duchu zbyt narodowym, więc fragmentarycznym. Nic, co liczyło się w europejskim dziedzictwie kulturowym, nigdy nie ograniczało się do granic jednego państwa, nie miało czysto narodowego, lecz nowości naturalne rozszerzały się na cały kontynent, biorąc początek w ośrodkach lokalnych. Tak było ze sztuką romańską i barokową, operą i sonetem, romantyzmem, surrealizmem i kubizmem, liberalizmem i socjalizmem - z prawie wszystkim, co czyni nas takimi, jakimi jesteśmy. Choć różnorodna, Europa kultury jest również jedna, zbudowana z więzi nieustannie zawiązywanych pomiędzy narodami, miastami i regionami. Mozart jest u siebie w Londynie i w Paryżu, Chopin w Nohant, Liszt w Tivoli. A któż zapomniałby o tajemniczym promieniowaniu "złotego trójkąta" Wiedeń-Praga-Budapeszt, gdzie na przełomie wieków rodziły się i oddziaływały jednocześnie muzyka, literatura i nowoczesne sztuki plastyczne, nie mówiąc o - proszę o wybaczenie - psychoanalizie?

UNESCO była - to jeden z moich licznych powodów do dumy - jedną z pierwszych instytucji proklamujących ten transnarodowy paneuropejski wymiar w samym sercu zimnej wojny, okresu, w którym była ona jedynym międzyrządowym łącznikiem w spotkaniach i dialogu między twórcami i uczonymi Europy Wschodu i Zachodu. Nie chodzi również o stworzenie ani odkrycie europejskiej tożsamości kulturowej, z definicji "oczywistej i nie do odnalezienia", według słusznej formuły Pierre`a Nory, ponieważ to, co ją charakteryzuje, to jej nieskończona różnorodność.

Jakie jest więc wyzwanie? Kształtować nie małych nacjonalistów europejskich, lecz kobiety i mężczyzn umiejących w sposób świadomy dzielić, na poziomie kontynentu, złożone dziedzictwo, bogate i żyzne. Przeszkody w zjednoczeniu Europy, jak mówił już Robert Schuman w 1950 roku - ale czy od tego czasu postąpiliśmy naprzód w istotny sposób? - nie tkwią w czynach, lecz w umysłach.

Bardzo czekam, aby odkryć to wyzwanie, na Europę Środkowo-Wschodnią, prawdziwe "żywotne centrum grawitacji" kontynentu - według Milana Kundery w posłowiu Księgi śmiechu i zapomnienia. Jak słusznie pisze Jacques Rupnik, "gospodarczo Wschód potrzebuje Zachodu, ale kulturalnie to Zachód potrzebuje Wschodu, właśnie dlatego, że tam zachowała się »dusza Europy«, idea Europy jako kultury". Europejczycy wschodni mają w istocie głęboko zakorzenioną historyczną tradycję pluralistyczną, wyostrzoną wrażliwość na złożoność i na relatywność: "Należeć do Europy środka", pisał György Konrad krótko przed upadkiem systemów komunistycznych, "to traktować mnogość jako wartość". Wizja to może "romantyczna" Europy, bardziej skoncentrowana na wartościach, a zwłaszcza na wartości-kluczu kultury Europejczyków, która pozostaje najlepszym możliwym murem obronnym przeciw totalitaryzmom: na osobie... Osoba (fr. personne) nie jest synonimem osobnika (fr. individu), nawet jeśli czasem używamy obu tych słów nie różnicując ich. Osobnik, pojedynczy egzemplarz gatunku, jest, pod względem społecznym, elementem abstrakcyjnym, zagubionym w masie, nie zróżnicowanym, wymiennym, przewidywalnym i obliczonym w statystykach, oddzielonym od jemu podobnych - izolowanym, można rzec. Choć ustrojony w tożsamość, jest pozbawiony osobowości, oto cała różnica.

Autonomiczna - czyli etymologicznie "suwerenna" - ale powiązana ze społeczeństwem rolą, którą odgrywa, osoba jest przede wszystkim potencjalnym aktorem wewnątrz grupy, samą istotą wolnego i odpowiedzialnego obywatela. Francuski termin oznaczający osobę - personne, pochodzi od łacińskiego słowa persona, terminu teatralnego oznaczającego maskę związaną z rolą aktora, który ją nosi. Osobą jest ta lub ten, kto uczestniczy, czyli bierze udział, a więc dzieli. Kiedy jest dzielenie się, a więc pokój, osobnik staje się osobą. Żołnierz wysłany na front, ubrany w mundur, podległy rozkazom i przeznaczony na rzeź, jest tylko osobnikiem, wysublimowanym po nowoczesnych wojnach narodowych w bezimienność "nieznanego żołnierza". Przybywająca z głębi czasów, dojrzała w ciągu dwudziestu ośmiu wieków historii Europy, zrodzona w miastach greckich, przyjęta przez Rzym i wzbogacona schedą chrześcijańską, celtycką, arabską, germiańską i słowiańską, osoba może i musi dziś bardziej niż kiedykolwiek wykorzystywać, w skali całego świata, wszystkie możliwości, które w niej tkwią. Jest to niewątpliwie jeden z ważniejszych wkładów kultury europejskiej dla współczesnego i przyszłego świata. Oto dlaczego zdecydowałem się zaangażować UNESCO w tym kierunku, w perspektywie rozszerzenia kultury pokoju.

Uczestnictwo i obywatelstwo wymagają edukacji, w najbardziej konkretnym znaczeniu tego słowa. Jak jednak możemy kształcić osoby w świecie poddawanym ciągłym zmianom? Rozwój osoby musi zaczynać się od najwcześniejszego dzieciństwa i trwać przez całe życie. Jest to edukacja ciągła, która stworzy osobę dwudziestego pierwszego wieku i dostarczy środków do rozwoju przy jednoczesnej adaptacji. Demokracja, społeczna organizacja uczestników, musi stać się systemem politycznym uczących się życia. Taka jest zresztą jedna z głównych konkluzji raportu sporządzonego dla UNESCO przez Międzynarodową Komisję ds. Edukacji dla XXI Wieku, której przewodniczył Jacques Delors.

Edukacja nie oznacza ani biernego nauczania, ani poddania propagandzie. Osoba czyni słyszalnym swój głos również po to, aby mówić "nie". Odwrotnie niż osobnik ginący w masie, osoba istnieje poprzez siebie samą, zaangażowana w debaty dotyczące miejsca swego zamieszkania, nieposłuszna, niepodporządkowana, gdy zachodzi taka potrzeba. Edukacja, o której myślę, z rozmysłem stworzy buntowników. Bo to, czego kultura europejska uczy nas lepiej niż czegokolwiek innego w swoich pozytywnych i negatywnych mitach, które tworzą jej bazę i które ją budują, od Prometeusza do Ulissesa, od Antygony do Fausta, to bycie buntownikami wierzącymi w przyczynę, a nie biernymi świadkami losu. Według pięknej definicji Hendrika Brugmansa, założyciela Kolegium Europejskiego w Brugii, Europa jest "kontynentem nonkonformistów".

"Schyłek społeczeństwa zaczyna się" - pisał Denis de Rougemont, buntownik i Europejczyk w całym tego słowa znaczeniu - "kiedy człowiek mówi sobie: Co nadejdzie? zamiast pytać się: Co mogę zrobić?" Ja sam, jako Europejczyk, jestem przekonany, że nie ma problemów nierozwiązywalnych dla tych, którzy stawiają czoła rzeczywistości uzbrojeni w swoje marzenia i przeciwstawiają się fatalizmowi status quo. O tym właśnie pisałem w moim ostatnim wierszu:
 Tylko buntownicy
 Są wartownikami
 Zmian
 Których się domaga
 Ludzki los.

Tłumaczenie z języka francuskiego: Iwona Goral.

powrót


Partnerzy: Wydawca: