»Wprowadzenie

Oblicza nienawiści





Natasza Pejic, Komentarz.

W swoim artykule zatytułowanym "Syndrom bałkański: nacjonalizm i media" Jan Piekło słusznie wykazuje, iż wojna w byłej Jugosławii wybuchła dlatego, że na ruinach systemu komunistycznego łatwiej było stworzyć narodowe dyktatury niż stabilną demokrację. Jednak nadal pozostaje aktualne fundamentalne pytanie: czy można było uniknąć wojny i w jaki sposób? Jaka była alternatywa wobec rozniecenia rozmaitych, jeszcze wówczas stłumionych, nacjonalizmów, kierowanych przez tych przywódców narodowych, którzy właśnie w nacjonalizmach widzieli środek do zdobycia władzy w pustce powstałej na ruinach systemu komunistycznego?

Jak przekształcić system komunistyczny w wieloetnicznym kraju w jakiś rodzaj demokracji - to sprawa niezwykle ważna dla krajów Europy Środkowowschodniej. Ta część świata, jak podkreśla Piekło, ugina się także pod ciężarem nie rozwiązanych napięć etnicznych.

Wszelako żeby naprawdę zakończyć tę wojnę, nowe państwa utworzone z terytorium byłej Jugosławii, muszą odpowiedzieć na jeszcze jedno pytanie.

Mihajlo Mihajlov, znany profesor i publicysta, pisze w swoim artykule zamieszczonym w sobotnio-niedzielnym wydaniu belgradzkiego dziennika niezależnego "Nasza Borba" (z 13-14 sierpnia), iż tym, co rzeczywiście niepokoi dzisiejszą Serbię (i pozostałe kraje byłej Jugosławii) jest brak dobrej woli (nawet ze strony opozycji), żeby sięgnąć głębiej, żeby wyjść poza sferę aktualnego pragmatyzmu politycznego i poszukiwać takich idei, które mogłyby wskazać drogę wyjścia z mrocznego tunelu, które mogłyby dokonać fundamentalnej zmiany w niespokojnym regionie Bałkanów.

Według Mihajlova 30% ludności nowej Jugosławii, Federacji, nie jest pochodzenia serbskiego i dopóki w sposób zadowalający nie ułoży się stosunków pomiędzy większością narodu i mniejszościami, nie będzie stabilizacji czy nawet pokoju w tym kraju. Z Chorwacji podczas wojny w ten czy inny sposób wygnano pół miliona Serbów i dopóki Chorwacja nie otworzy dla nich drzwi i nie przywróci im praw, nie może aspirować do miana kraju demokratycznego. Z kolei jeśli Federacja i Chorwacja nie wprowadzą demokracji, nie ma nadziei dla Bośni.

Narody byłej Jugosławii wybierają dyktatury i tym sposobem, nieuchronnie, wybierają wojnę jako "bezpieczne wyjście" z demokratycznego okresu przejściowego. Teraz jednak, z perspektywy sześciu lat, właśnie okres przejściowy jest jedyną alternatywą dla wojny, która faktycznie nadal toczy się na tych terytoriach. Bardzo niepokoi fakt, że ciągle dominują siły przeciwne zmianie.

Artykuł Jana Piekło "Syndrom bałkański: nacjonalizm i media" stanowi bardzo głębokie i niezwykle rzadkie spojrzenie na kryzys jugosłowiański i wynikającą z niego wojnę. Artykuł ten podejmuje analizę jednego z najistotniejszych problemów, jakie wojna ujawniła, a mianowicie kwestię roli współczesnych środków masowego przekazu w narodowych konfliktach. Już teraz wiadomo, że pierwsza kula w byłej Jugosławii została wystrzelona nie z pistoletu, lecz z pióra. Język nienawiści stał się językiem dominującym w Serbii - w państwie, w którym media były pod kontrolą rządu do 1987 roku. Zabijanie zaczęło się w 1991 roku. Pierwszym celem propagandy nienawiści stali się Albańczycy z Kosowa, a potem błyskawicznie rozgorzała wojna środków masowego przekazu pomiędzy narodami byłej Jugosławii. Większość dziennikarzy chętnie przysłużyła się jako narzędzia w tej świadomej, politycznej produkcji wrogów, w tym budowaniu stanu paranoi wśród różnych narodów kraju. Kłamstwa, jakie publikowano, a które przygotowały grunt dla wojny, przechodziły wszelkie wyobrażenia.

Wojna w byłej Jugosławii ujawniła w pełni tę okropną funkcję władzy mediów, czy - mówiąc dokładniej - politycznej kontroli nad nimi. Osobną kwestią jest moralna wina dziennikarzy. Czy można ich pociągać do odpowiedzialności, do jakiego stopnia i w jaki sposób? Jaka jest różnica pomiędzy przygotowaniem fundamentu pod zbrodnie wojenne a rzeczywistym popełnianiem ich? Jedna rzecz jest tutaj pewna: nie można popełnić takich zbrodni bez przygotowania odpowiedniego gruntu. (Chciałabym dodać, iż nikt nie powinien cieszyć się, że w demokracji zachodniej już nie istnieje możliwość manipulowania prasą w celach politycznych.)

Piekło podaje także konkretne przykłady, jak to zachodnie media komentowały konflikt bałkański, a co stanowiło jeszcze jeden czynnik destabilizujący. Spośród błędów, za które Piekło czyni odpowiedzialnymi zachodnich dziennikarzy, dwa z nich są najważniejsze, a mianowicie upraszczanie oraz niewiedza.

Kreślenie uproszczonego obrazu korzeni problemu, w którym jedynie Serbowie są "łobuzami", z pewnością zaogniło konflikt, a także działało na korzyść pewnych międzynarodowych interesów politycznych. Nie chodzi, rzecz jasna, o zaprzeczanie, iż na Serbach jako największej narodowości, posiadającej największą siłę ognia, spoczywała największa odpowiedzialność za przyszłość kraju. Chodzi tylko o podkreślenie, że nie można ująć złożoności problemu w tak prosty sposób. Faktycznie niewiedza co do historii kraju uniemożliwiła większości dziennikarzy zachodnich zrozumienie historycznego aspektu genezy konfliktu.

"Wojna w Słowenii" to wiele mówiący przykład tego, w jaki sposób zachodni dziennikarze dali się wykorzystać dla celów politycznych. Sześciodniową wojnę w Słowenii, która rozpoczęła się 27 czerwca 1991 roku i stanowiła wstęp do późniejszych okropności w Chorwacji i Bośni-Herzegowinie, zachodnie środki przekazu przedstawiały jako straszną agresję Jugosłowiańskiej Armii Narodowej na małą, miłującą wolność Republikę Słowenii. Dwa dni wcześniej, 25 czerwca 1991 roku, zarówno Słowenia, jak i Chorwacja jednostronnie ogłosiły niezależność od byłej Jugosławii (Federacji). Zachodni dziennikarze przysłużyli się słoweńskiej propagandzie, przedstawiając Jugosłowiańską Armię Narodową jako potężnego tyrana chcącego zniszczyć bezbronnych obywateli Słowenii. Taki obraz, jak też interpretacja wydarzeń w Słowenii, jakie miały miejsce w owym czasie, dotarła do każdego zakątka globu. I to właśnie sposób przedstawiania zdarzeń był w dużej mierze odpowiedzialny za przedwczesne uznanie Słowenii i Chorwacji na arenie międzynarodowej, zanim jeszcze rozwiązano którykolwiek z ogromnych problemów wywołanych tą decyzją. Według oficjalnych danych w ciągu sześciodniowej wojny zabito 49 osób. Większość z nich to 18-letni żołnierze Jugosłowiańskiej Armii Narodowej, także Słoweńcy. Według wszelkich późniejszych świadectw ówcześni prezydenci Słowenii i Serbii, Milan Kucan i Slobodan Miloszević, podpisali układ, wedle którego Słowenia będzie mogła swobodnie opuścić Republikę, pod warunkiem że nie będzie się mieszała do tego, co stanie się z resztą kraju. Jugosłowiańską Armię Narodową, złożoną głównie z 18-letnich chłopców, wysłano do Słowenii bez żadnych wyraźnych rozkazów. Ta armia była faktycznie największą ofiarą sześciodniowej wojny. Z historycznego dystansu wydaje się, iż prawdziwym celem użycia dodatkowych sił JAN w Słowenii było ostateczne rozbicie armii federalnej, składającej się z wszystkich narodowości jugosłowiańskich.

Artykuł Jana Piekło przypomina nam, iż niezależnie od tego, jak kuszące czy jak trudne może się to okazać, dziennikarz nie powinien kierować się opinią większości. W tym czasie próby można zachować godność i wagę profesji dziennikarskiej jedynie wówczas, kiedy człowiek gotowy jest, by wędrować samemu.

Tłumaczenie na język polski: Jan Kłos

powrót


Partnerzy: Wydawca:
© Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak 2008; e-mail