Chantal Millon-Delsol, Jak rozumiem moją odpowiedzialność za Europę?
Przede wszystkim chciałabym powiedzieć, że z żalem obserwuję obecnie Europę, która źle rozpoczęła swoje budowanie samej siebie. Wydaje mi się, że popełnionych zostało wiele błędów, błędów będących udziałem nas wszystkich. Stworzyliśmy obszerny twór, w który chcieliśmy zaprowadzić porządek republiki egalitarnej. Kraje Unii Europejskiej mają dziś więcej wspólnych praw niż miały kantony szwajcarskie na początku wieku. I to bez wspólnej władzy politycznej: mówić można o centralizacji dokonanej drogą administracyjną.
Jest to, według mnie, sytuacja najgorsza z możliwych. Jedynym bowiem rozwiązaniem dla Europy byłby wariant federalny, który, wymaga niezcentralizowanej władzy politycznej. Nie wolno jednak ukrywać trudności w promowaniu tego typu instytucji: żeby utworzyć federację, trzeba najpierw, żeby jakobińskie, czyli uszczęśliwiające obywateli bez pytania ich o zdanie, i scentralizowane kraje Europy radykalnie zmieniły swoją wizję suwerenności; żeby zapomniały o definicji Bodina, i powróciły do suwerenności relatywnej i podzielonej sprzed Bodina. To nie jest mała rzecz, bo to kwestia mentalności...
Poza wszystkim, nie jestem pesymistką. Europa jest bardzo starym pomysłem: marzymy o niej od czasu, kiedy Jerzy Podjebrad, król Czech, opracował w 1458 roku projekt tego, co już wtedy nazywano "wspólnotą europejską". Może trochę poczekać, nie ucieknie po pierwszej porażce. Wytrwajmy więc.
Jako nauczyciel akademicki zajęłam się przekazywaniem idei europejskiej i rozwijaniem jej przed młodą publicznością. Pierwszym moim działaniem w tym kierunku było utworzenie przy uniwersytecie, na którym pracuję, Centrum Studiów Europejskich oraz grupy badawczej, z którą współpracuje około sześćdziesięciu badaczy uniwersyteckich, zarówno ze Środkowego Wschodu, jak i Zachodu. W Centrum uczy się obecnie około stu studentów. Następnym krokiem było powołanie stowarzyszenia Uniwersytet bez Granic, którego celem jest współpraca ze Środkowo-Wschodnią i Wschodnią Europą oraz pomoc uniwersytetom z wyżej wymienionych regionów w zakresie reorganizacji dyscyplin zdewastowanych przez materializm dialektyczny. Jeszcze inną formą działania jest uczestnictwo w debacie dotyczącej idei europejskich, poprzez publikację licznych dzieł o Europie, z których dwa traktują o zasadzie pomocniczości.
Najtrudniejszym zadaniem, w trakcie realizacji którego spotkały nas nawet niepowodzenia, okazało się propagowanie idei pomocniczości, i to na wszystkich poziomach. Instancje europejskie (szczególnie Jacques Delors, którego rozsądek i odwagę cenię i podziwiam) poprosiły mnie o udział w tej sprawie. Oceniły one złożone argumenty i dostrzegły niebezpieczeństwa obecnej ewolucji. Jednak moje prace nie znalazły uznania administracji, która odwracała ideę pomocniczości przeciwko niej samej, czyniąc z niej zasadę jakobińską.
Jeśli chodzi o wykształconą elitę francuską, odrzuca ona instynktownie wszelką zasadę pomocniczości, zarówno na terytorium swego kraju (gdzie decentralizacja jest dość źle postrzegana: Francuz o wiele bardziej obawia się rządów lokalnych drobnych tyranów niż cienia opiekuńczego państwa, piętnuje błędy społeczności lokalnych jednocześnie będąc pobłażliwym wobec błędów państwa), jak i w odniesieniu do Europy. Federalizm oznaczałby koniec suwerenności według Bodina, która zresztą zniknęła w praktyce, lecz jest ideą, do której Francuzi są przywiązani. Wydaje mi się więc, że trzeba cierpliwie przekonywać i zostawić czas na działanie.
Tłumaczenie z języka francuskiego: Iwona Goral
powrót