Przyszłość Ukrainy ma dla Europy szczególne znaczenie, może ona istotnie wpłynąć na przyszłość Rosji i krajów sąsiednich, a także na stosunki między Wschodem i Zachodem, na rozszerzanie się Unii Europejskiej, na jej stosunki z innymi krajami regionu. Trzeba więc starać się dogłębnie rozumieć problemy tego kraju, jego przeszłość i perspektywy przyszłości.


Z przeszłością Ukrainy my, Polacy mamy problem bardzo poważny, tym poważniejszy, iż nie jest ona – szczególnie w odniesieniu do dziejów najnowszych – jedynie domeną historyków. Uświadomienie faktu, że dla samych Ukraińców własna historia stanowi kolekcję dylematów, wyjaśnia po części celowość postawienia kwestii przyszłości Ukrainy jako zaproszenia do szerokiej dyskusji.

Ukraina, ta współczesna, od 15 lat niepodległa, ma już za sobą szereg dokonanych wyborów. Najważniejszym spośród nich był ten z 24 sierpnia 1991 r., czyli deklaracja niepodległości, „zatwierdzona” drogą referendum, w którym 76% społeczeństwa opowiedziało się za niezależnością. Dziś stoją przed Ukrainą równie ważne, choć na pewno mniej spektakularne wybory. Ukraina musi zdefiniować swą tożsamość – tożsamość językową, kulturową, polityczną, międzynarodową. Od „pomarańczowej rewolucji” czas nad Dnieprem przyspieszył; ten właśnie moment stał się punktem kolejnego przełomu. Akceptację dla wywalczonych na Majdanie kierunków wewnętrznej polityki, jak i samego modelu jej uprawiania, społeczeństwo potwierdziło podczas ostatnich, marcowych wyborów parlamentarnych. Przewagi liczebnej potencjalnych koalicjantów z majdanowym rodowodem nie udało się jednak przekuć w sprawną i pozbawioną wewnętrznych tarć większość parlamentarną. Funkcjonujący od sierpnia układ, mimo iż nazywany często egzotycznym, może stać się jednak dla Ukrainy wielką szansą. Jeśli bowiem premier Janukowycz, związany postanowieniami umowy koalicyjnej, przyjmie jako własny i utrzyma prozachodni kurs państwa, istnieje nadzieja, że kierunek ten stanie się bliższy i bardziej zrozumiały także dla mieszkańców wschodnich połaci kraju. Nic nie jest więc oczywiste, zaś rozdarcie Ukrainy na Wschód i Zachód, mimo iż często przerysowywane i traktowane nader stereotypowo, rzeczywiście istnieje. Na trudne ukraińskie wybory – Unia Europejska i NATO czy Wspólna Przestrzeń Gospodarcza i pogłębianie więzi z Rosją – nakładają się też dylematy nieobce żadnemu z narodów, jak choćby globalizacja, która dla Ukrainy posiada wymiar szczególny, niosąc z sobą kolejną falę rusyfikacji, z Rosji bowiem docierają tu milionowe nakłady wytworów popkultury.


Problemy rozrachunków z historią znamy z własnego podwórka. Musieliśmy poradzić sobie z Jedwabnym, musieliśmy pochylić głowę nad ofiarami Pawłokomy, zastanawiamy się czasem nad galicyjskim lojalizmem wobec wiedeńskiego monarchy, czy raczkującego polskiego kapitalizmu w stosunku do moskiewskiego caratu. Na tych przykładach stwierdzamy, że trudną i skomplikowaną mamy historię. Spójrzmy na historię Ukrainy: Bohdan Chmielnicki – narodowy bohater, obrońca praw wolnej Kozaczyzny, czy krótkowzroczny polityk, wciągający Ukrainę w kleszcze znacznie sroższego, carskiego ucisku; wielki głód lat 30-tych, nieobecny jako zbrodnia ludobójstwa w świadomości wschodnich, zagłodzonych wówczas regionów, pamiętany zaś w regionach zachodnich, wówczas należących do Polski; soborność, czyli scalenie etnicznych ziem ukraińskich w jeden organizm – marzenie nie tylko nacjonalistów, ale i liberalnych działaczy narodowych - dokonane rękami Stalina; wreszcie wciąż aktualna i zarazem niezwykle drażliwa kwestia – ocena Ukraińskiej Powstańczej Armii, na Zachodzie hołubionej jako bohaterska, narodowowyzwoleńcza siła, na Wschodzie nadal odbieranej jako faszystowskie bojówki. To dylematy ukraińskiej historii, jedne mniej, inne bardziej żywe. Systemowych rozwiązań brakuje wciąż w sferze języka: jedyny konstytucyjny język urzędowy – ukraiński – długo jeszcze nie stanie się codziennym narzędziem komunikacji w regionach wschodnich, a podejmowane przez tamtejsze samorządy próby formalizacji status quo, czyli posługiwania się rosyjskim w kontaktach z administracją, wywołujące nerwowe reakcje Kijowa, odbierane są często jako echa separatyzmu, którym Wschód złowróżbnie straszył w dobie „pomarańczowej rewolucji”; ukraińskie elity intelektualne mają jednak świadomość, że nie język jest na Ukrainie wyznacznikiem patriotyzmu. Nie tylko tożsamość językowa, ale i kulturowa Ukrainy nie jest jeszcze w pełni wykrystalizowana. Dyskurs między koncepcjami osadzającymi środek ciężkości kultury ukraińskiej na wschodzie bądź na zachodzie Europy, skomplikowany dodatkowo obecnością niezwykle żywego, opartego na swojskości, trzeciego – natywistycznego nurtu, jest wciąż otwarty.


Sytuacja religijna Ukrainy także jawi się jako problem niezwykle skomplikowany. Odradzające się, po dziesięcioleciach urzędowej ateizacji, życie religijne targane jest konfliktem między prawosławiem kijowskim i moskiewskim, co szczególnej wagi nabiera wobec faktu, że struktury podległe tej ostatniej metropolii stanowią narzędzie zachowania wpływów rosyjskich, nader często wykorzystywane w walce politycznej. Zachodnia Ukraina to z kolei strefa wpływów grekokatolicyzmu, od początków XX w. stanowiącego bazę ukraińskiego życia narodowego. Na płaszczyźnie politycznej cerkiew unicka jest naturalnym sojusznikiem każdego, kto stara się ograniczyć wpływy Moskwy. Stoi więc w jednym szeregu z patriarchatem kijowskim i trzecią istniejącą w kraju prawosławną siłą - ukraińską autokefalią. Jednak w czysto religijnym wymiarze konflikt unii z prawosławiem ciągle daje znać o sobie.


Czynnik rosyjski – wspominany już niejednokrotnie – istotny jest we wszystkich niemal wymiarach składających się na teraźniejszość, przyszłość i, oczywiście, przeszłość Ukrainy, co najdobitniej chyba ilustruje spór o miano bezpośredniego sukcesora tradycji Rusi Kijowskiej i wciąż trudne dla wielu Rosjan uznanie podmiotowości i odrębności Małorosji, pragnącej czuć i nazywać się Ukrainą. Wiele nieuregulowanych kwestii, jak status Floty Czarnomorskiej, sporna cieśnina Kerczeńska, konflikt gazowy, czy proeuropejskie i pronatowskie aspiracje Kijowa, powoduje powracające stany napięcia. Znany jest negatywny stosunek Rosji do przemian demokratycznych na Ukrainie czy w Gruzji, dostrzegalne chłodne, a nawet nerwowe stanowisko wobec jakichkolwiek form współpracy między krajami byłego ZSRR – jak Organizacja na rzecz Demokracji i Rozwoju Ekonomicznego GUAM, czy Wspólnota Demokratycznego Wyboru – których Rosja nie jest uczestnikiem. Z czasów prezydentury Leonida Kuczmy pamiętamy symptomatyczne balansowanie pomiędzy Rosją a Zachodem, polegające – w ogólnym schemacie – na powrotach pod ekonomiczne i polityczne skrzydła Moskwy w chwilach niepowodzeń na kierunku Zachodnim. Rosja zawsze wtedy przyjmowała Ukrainę z otwartymi ramionami, Zachód zaś –deklarując poparcie dla europejskich dążeń Kijowa – zbyt mało refleksji poświęcał przyczynom prorosyjskich zwrotów.


Dziś Ukraina, choć nadal przez Zachód nie rozpieszczana, wyraźniej definiuje swe priorytety, walkę prowadzić musi jednak na trzech frontach: o przychylność Brukseli, o neutralne zrozumienie Moskwy i o legitymizację prozachodniej polityki przez społeczeństwo. W warunkach, gdy szef rządu sam czyni to raczej z konieczności, zadanie może okazać się nader trudne. Prosty, pomarańczowo-błękitny schemat wewnętrznych sympatii politycznych nie przekłada się także jednoznacznie na poparcie wektorów polityki zagranicznej, a wyraźny opór większości społeczeństwa wobec integracji z NATO, odbieranym ciągle w powszechnej świadomości jako agresywny, imperialistyczny blok, jest nie lada wyzwaniem dla prozachodnio zorientowanych – czy to z przekonania, czy w wyniku politycznych uzgodnień – władz Ukrainy. Władze ciągle poddawane są zresztą pokusie testowanej od lat „wielowektorowości”, czyli usiłowania jednoczesnego pogłębiania więzi z Rosją i Zachodem. Tu właśnie, na szczeblu geopolitycznym, ale także na niższym - podstawowych komórek społeczeństwa obywatelskiego, jak organizacje pozarządowe czy media, potrzebne jest Ukrainie wsparcie. Dziś rola adwokata Ukrainy na Zachodzie ma zupełnie inny wymiar, niż przed „pomarańczową rewolucją”. Dziś nie trzeba już „tłumaczyć się za Ukrainę”, dziś zadanie to polega na uczeniu Ukrainy zachodnich wzorców z jednej i uczeniu Wspólnoty rozumienia Ukrainy i jej europejskich dążeń z drugiej strony. Rolę taką przyjęła na siebie Polska; bliskie sąsiedztwo i stulecia wspólnej historii, zbieżne często cechy charakteru narodowego, brak przepaści kulturowej, wreszcie analogie transformacji ustrojowej, w przypadku Polski uwieńczonej już członkostwem w UE i NATO, czynią to zadanie naturalnym i oczywistym.

Grzegorz Demel, wrzesień 2006
fot. Jan Piekło, Kijów 2004














Wydawca